Notowana na NewConnect spółka informatyczna Acreo SA 19 stycznia o 88% ścięła prognozy przedstawione w sierpniu 2011, w których zapowiadała osiągnięcie zysku netto rzędu 250 tys. zł., a przychodów 150 tys. zł. Inwestorzy zareagowali wyprzedażą jej akcji. Jaka jest wartość prognoz na NewConnect, jeśli inne spółki podchodzą do nich równie swobodnie?
W korekcie zarząd Acreo mówił już o zysku w wysokości 30 tys., drastyczny spadek tłumacząc w niewyszukany sposób: skokowym zwiększeniem skali działalności i wejściem na nowe obszary rynku, przesunięciem realizacji części kontraktów na I połowę 2012 oraz zwiększeniem nakładów na rozwój własnych rozwiązań spółki. Inwestorzy nie wykazali się jednak należytym zrozumieniem dla wskazanych przyczyn, które trudno uznać za niemożliwe do przewidzenia i 19 stycznia miała miejsca gwałtowna wyprzedaż. Kurs spadł, by na zamknięciu wynieść 1.28 zł. Tak znaczące obniżenie prognoz wydaje się dziwne tym bardziej, że jeszcze w grudniu zostały one podwyższone względem sierpniowych.
Niezrealizowanie zapowiedzi zawsze wzbudza całkowicie uzasadnioną złość, która może zostać wyrażona na Walnym Zgromadzeniu, jeśli akcjonariusze zdecydują się głosować za nieudzieleniem absolutorium niesłownym członkom zarządu bądź też za ich odwołaniem. Rzadko jednak dochodzi do tego w praktyce i nie zapowiada się również w przypadku Acreo. Sprawa zakończy się najpewniej „tylko” utratą zaufania inwestorów i spadkiem kursu, co – biorąc pod uwagę absurdalne wyceny spółki na debiucie – nie powinno nikogo dziwić.
Prognozy, choć najczęściej okazują się zbyt ambitne, przyjmowane są przez inwestorów niezwykle ciepło, o czym świadczy
wtorkowy (24.01) wzrost Marki. Spółki często więc zaklinają rzeczywistość, którą potem zmuszone są odczarowywać. O ile bowiem publikowanie prognoz obowiązkowe nie jest, o tyle ich korygowanie już tak.
Korekta spółek na małym parkiecie nie jest żadną nowością i pewnie gdyby nie jej imponująca wysokość w przypadku Acreo przeszłaby niezauważenie, a kurs spadał w nieco wolniejszym tempie. 88-proc. zmiana zdołała jednak zrobić wrażenie nawet na akcjonariuszach Acreo, którzy przecież niejeden cud na NewConnect widzieli, z debiutem wspomnianej spółki na czele.
Wśród innych spółek, które skorygowały prognozy można wymienić choćby
Bloober Team,
Pragma Trade,
Korbank,
e-Kancelaria,
Futuris, i wiele innych, błędem byłoby jednak wrzucanie ich do jednego worka. Korekta prognozy sama w sobie nie jest bowiem niczym niewłaściwym, jeśli tylko jej wytłumaczenie jest zasadne. Z jednej strony trudno przecież mieć wpływ na np. wydarzenia globalne – jak np. załamanie gospodarcze albo losowe – jak np. klęski żywiołowe. Z drugiej – trudno uwierzyć, że zdarzają się one dwa razy w tygodniu, a innych takich jak konieczność wzrostu zatrudnienia i nakładów na marketing - nie sposób przewidzieć. A właśnie kryzys i „nieprzewidziane wydatki” najczęściej psują szyki spółkom z małego parkietu – choć trzeba oddać sprawiedliwość – nie wszystkim, zmiany wynikać mogą np. ze zmiany sposobu raportowania (Futuris).
Liberalna polityka informacyjna, w tym lekkie traktowanie składanych obietnic, jest charakterystyczne nie tylko dla NewConenct, ale wszystkich alternatywnych systemów obrotu, co sprawia, że inwestowanie na nich z całą pewnością nie może być kursem dla poczatkujących. Ich ograniczone doświadczenie w zestawieniu ze skąpymi danymi raczej nie pozwoli na właściwą analizę emitenta, a tym samych oszacowanie ryzyka. Bezpieczeństwa inwestorom z małego parkietu nie zapewni też nadzór GPW, który do prześwietlania debiutantów się nie pali, ani
autoryzowani doradcy, którzy nie znają lub nie ujawniają wszystkich faktów.
Rozpoczynając inwestowanie na NewConnect trzeba umieć liczyć. Przede wszystkim na siebie.